Wszyscy na to czekali. Po miesiącach spekulacji i cichym wprowadzeniu serii „V”, Glock oficjalnie odkrył karty. Generacja 6 wchodzi na salony (i do kabur) z przytupem, oferując w standardzie to, co do tej pory było domeną kosztownych modyfikacji rusznikarskich. Sprawdzamy, co zmieniło się w legendzie z Deutsch-Wagram tuż przed styczniową premierą.

Koniec ery „Perfection” na kredyt?
Przez ostatnie lata mantra „Glock Perfection” była wystawiana na ciężką próbę. Użytkownicy kupowali pistolet, by natychmiast wysłać go na stippling (fakturowanie chwytu), podcięcie kabłąka i wymianę spustu. Konkurencja nie spała – marki takie jak CZ czy Sig Sauer oferowały te udogodnienia prosto z pudełka. W grudniu 2025 roku Glock powiedział „dość”. Oficjalna zapowiedź Generacji 6, która trafi na półki sklepowe 20 stycznia 2026 roku (równolegle z targami SHOT Show), to sygnał, że Austriacy odrobili pracę domową.

Seria „V” a Gen 6 – wyjaśniamy zamieszanie
Zanim przejdziemy do ergonomii, musimy wyjaśnić zamieszanie wokół tajemniczej serii „V”, która pojawiła się w przeciekach jesienią 2025 roku. Seria V nie jest „nową generacją” sensu stricto, lecz fundamentem technicznym pod Gen 6. Zmiany w serii V (i tym samym w Gen 6) zostały wymuszone głównie przez kwestie bezpieczeństwa i legislacji w USA – chodzi o uniemożliwienie montażu nielegalnych konwerterów ognia ciągłego („Glock switches”). Co to oznacza dla strzelca? Brak pełnej kompatybilności części wewnętrznych. Nowy blok ryglowy i zmieniona szyna spustowa sprawiają, że np. popularny spust Glock Performance Trigger dedykowany do Gen 5 nie zadziała w Gen 6 bez modyfikacji.

Chwyt, który klei – RTF6 i nowa ergonomia
Największą rewolucją widoczną gołym okiem jest nowy szkielet. Glock zrezygnował z zachowawczej tekstury na rzecz RTF6 (Rough Textured Frame 6). Nowa faktura opisywana jest jako hybryda agresywnego RTF2 z nowoczesnym wzornictwem i co najważniejsze – pokrywa chwyt w pełnych 360 stopniach, wchodząc wysoko na boki szkieletu. Dodatkowo, inżynierowie wdrożyli fabryczny undercut (podcięcie kabłąka), który pozwala na wyższy chwyt broni, redukując podrzut. Z tyłu znajdziemy zintegrowany, powiększony „beavertail” (ogon bobra), który chroni dłoń przed zamkiem i stabilizuje chwyt – koniec z dokupowaniem nakładek.

„Gas Pedal” w standardzie
To zmiana, która zelektryzowała środowisko sportowe. Gen 6 posiada obustronne, zintegrowane ze szkieletem półki pod kciuk (thumb rests), pełniące funkcję tzw. „gas pedal”. Umożliwia to wywarcie aktywnej presji kciukiem dłoni wspomagającej w dół, co drastycznie poprawia kontrolę broni przy szybkim strzelaniu. Do tej pory wymagało to ingerencji w szkielet (trwałego uszkodzenia broni) lub montażu akcesoriów na szynie, co wykluczało większość kabur. Teraz dostajemy to w cenie pistoletu.
Powrót do korzeni: Pojedyncza sprężyna
Ciekawostką mechaniczną jest powrót do pojedynczego układu sprężyny powrotnej (Single Recoil Spring Assembly) w modelach G17 i G19 Gen 6, co jest ukłonem w stronę legendarnej Gen 3. Ma to uprościć konstrukcję i zmienić charakterystykę odrzutu na bardziej płynną. Niektórzy nasi youtuberzy nie do końca zrozumieli, dlaczego nastąpiła ta zmiana, ale trzeba zaznaczyć, że podwójna sprężyna była odpowiedzią na stosowanie większych kalibrów – przy amunicji 9 mm nie ma potrzeby stosowania podwójnej sprężyny. Warto odnotować, że lufy w Gen 6 mają zmienioną geometrię ryglowania i nie są wymienne z lufami Gen 5.

Koniec MOS? Nowe podejście do optyki
Glock Gen 6 rezygnuje z nazwy MOS na rzecz nowego systemu „Optic Ready”. Zamiast stalowych płytek, które bywały problematyczne, zastosowano płytki polimerowe, działające jak podkładki zgniatane (crush washers). Mają one za zadanie absorbować udar generowany przez zamek, chroniąc delikatną elektronikę celownika. Pistolety będą dostarczane z kompletem trzech takich płytek, co eliminuje konieczność dokupowania drogich adapterów firm trzecich.
Sytuacja w Polsce: Ceny i dostępność
Polscy dystrybutorzy nie zasypiają gruszek w popiele. Pierwsze egzemplarze Glocków Gen 6 (modele 17, 19 i 45) mają trafiać już do sprzedaży. Ceny zapowiadają się niezwykle konkurencyjnie. Według ofert przedsprzedażowych, cena detaliczna oscyluje w granicach 3950 – 4000 PLN. Oznacza to, że nowa, znacznie lepiej wyposażona generacja wchodzi na rynek w cenie dotychczasowej „piątki”, co może mocno namieszać w segmencie pistoletów do 4 tys. złotych.
Uwaga na kabury: Użytkownicy systemów Safariland (seria 6000) muszą zachować czujność. Zmiany w szerokości szkieletu (przez półki pod kciuk) oraz mniejszy otwór na żerdź sprężyny w modelu G17 Gen 6 mogą powodować problemy z pasowaniem dotychczasowych kabur.