Mała Bestia – Fiat Panda Cross 4×4



W naszym kąciku motoryzacyjnym ostatnio nie działo się nic. Z rożnych powodów, niekoniecznie zależnych od nas. Postanowiliśmy wrócić w „wielkim” stylu z małą Pandą Cross. 

Fiat Panda Cross 0,9 TwinAir 4×4 w pięknych okolicznościach przyrody.

Czy to już było?  

Historia Pandy z napędem 4×4 sięga wczesnych lat 80’tych. Co ciekawe, nadal zwiedzając toskańskie winnice można się natknąć na to niewielkie urocze autko śmigające pomiędzy rzędami winorośli. Może świadczyć to o tym, że idea małego, taniego, prostego auta z napędem 4×4 ma sens, a piewcom legendy o awaryjności włoskiej motoryzacji zmywa uśmiech z twarzy. Mam świadomość że może fiat nie należał do najmniej awaryjnych aut, ale przynajmniej nie wymieniał po cichu części w serwisie, aby podtrzymać legendę bezawaryjnej marki. 

Przód naszej Pandy

Italia, ach Italia…

Brzmi to lepiej niż „włochy, włochy”, które mogą się kojarzyć raczej ze starymi filmami produkcji niemieckiej. Dla niektórych Włochy to synonim wszystkiego co najlepsze: jedzenie, motoryzacja, design. Niestety, tak jak i u nas, czasem można się zdziwić. Nasza Panda nie przypomina jednak nic co czasem włochom się nie udało, a nie zapominajmy, że mają Multiplę na swoim koncie. Choć często bronię tego auta, jako że w tamtym przypadku to funkcja wzięła górę nad formą, to w przypadku Pandy udało się chyba wypośrodkować te kwestie. 

Tył prezentuje się dobrze.

Z zewnątrz

Panda Cross wygląda, można powiedzieć, bardzo dobrze. Wiadomo, że to rzecz gustu, ale dodatki jak czerwone haki w przednim spoilerze, pokazują, że zadbano tu o detal. Jest to fajne podkreślenie użytkowej funkcji naszego malucha. Ja uważam, że ta wersja jest jedną z ładniejszych.

Charakterystyczne srebrne elementy nadają mocarnego wyglądu Pandzie.

Bogate wnętrze?

W środku, jeśli już uda się zająć miejsce za kierownicą, okazuje się, że mamy do dyspozycji wszystko co trzeba. Zaznaczmy, że testowane auto to najdroższa wersja Pandy w ofercie Fiata. 

Deska rozdzielcza wykonana z kości naszych wrogów – znaczy z recyclingu. Fot. FIAT
Deska rozdzielcza wykonana z kości naszych wrogów – znaczy z recyclingu. Fot. FIAT

Kierownica nie jest za gruba, ale przyjemna. Po włączeniu opcji City kręci się nią jeszcze lżej – to chyba tryb dla osób z połamanymi rękoma, bo w normalnym trybie wspomaganie działa mocniej niż bym sobie życzył. Fotele nie są zbyt obszerne, wiadomo – małe auto, ale wygodne. Producent zachwala, że są z materiałów z recyclingu. Nie widać tego na pierwszy rzut oka i wyglądają bardzo estetycznie. Deska rozdzielcza też jest z recyclingu i to jest widoczne. Lubię ten trend i podoba mi się to że deska nie jest kawałkiem jednolitego czarnego plastiku, tylko widać skrawki rożnych materiałów, z których ją wykonano. Może gdzieś tam są okruszki naszych poprzednich aut? 

Całkiem wygodne fotele. Fot. FIAT

Funkcja czy forma?

We wnętrzu dopatrzyłem się kilku małych acz drażniących detali. Świetnie działa Apple CarPlay, ale jeśli podłączymy telefon kablem USB, a nie chcemy go wkładać w wąską przegródkę nad wyświetlaczem, nie mamy za bardzo gdzie go odłożyć na środkowym tunelu. Drugą sprawą jest to, że kabel dynda z samej góry naszej deski. Myślę że lepszą opcją byłoby umieszczenie gniazda USB niżej. Nie jest to jednak duży problem. Większym jest umiejscowienie uchwytów na kubki. Pierwszy z nich znajduje się tuż pod drążkiem zmiany biegów i nie miałem możliwości włożenia tam przeciętnego kubka tak, aby stał on pionowo. Za każdym razem odkładając kawę bałem się że kubek w końcu się wywróci. Dwa pozostałe uchwyty są przeznaczone raczej dla pasażerów tylnej kanapy i także są dość płytkie, co nie daje gwarancji, że przy ostrzejszym zakręcie nie zrobimy sobie kawowej Niagary pomiędzy fotelami. 

Apple CarPlay działa bez problemu, jedynie to USB… Fot. FIAT

Wrażenia jak w La Scala  

No może się tu rozpędziłem, ale system audio działa zaskakująco dobrze. Nic nie trzeszczało, ani nie wzbudzały się od drgań żadne plastiki, co często ma miejsce w tańszych autach po odkręceniu głośności. Poza tym, wyciszenie auta jest raczej na przyzwoitym poziomie w tym segmencie aut.

Najzabawniejszy element w Pandzie – końcówka układu wydechowego – wygląda trochę jak po tuningu.

Miejsce

Miejsca z przodu jest wystarczająca ilość, pod warunkiem, że na tylnej kanapie przewozicie psa lub drobne dzieci. Dorosłym może być raczej mało wygodnie w dłuższej trasie. Jednak dla dwóch dorosłych osób i trójki bez nóg, miejsca będzie wystarczająco dużo. Jeśli panujecie wyjazd na dłuższe wakacje, koniecznym może być dołożenie belek na relingi dachowe i jakiegoś bagażnika. W bagażniku którym dysponuje Panda, zmieścimy zaskakująco sporo, ale raczej dla dwojga a nie dla całej rodziny. Pamiętajmy, że Less is More, więc przed wyjazdem należy wyrzucić co drugą torbę. Najważniejsze jest jednak to, że w Pandzie nie mamy poczucia klaustrofobii, może ze względu na jej wysokość. 

W terenie zawieszenie spisuje się świetnie.

Forza Italia!

900 cm3 to nie jest może szaleństwo, jeśli dodamy do tego turbinę, nadal nim się nie staje, ale radzi sobie nieźle. W trybie Eco przyspieszenie można mierzyć kalendarzem adwentowym, lecz po wyłączeniu guzika ratującego Holandię przed zalaniem, odzywa się mała bestia. Efekt jest taki że czujemy wyraźnie przyspieszenie i po chwili musimy zmieniać bieg na wyższy. Silnik „ciągnie z dołu”, jednak w wyższych zakresach obrotów poza zmianą tonów wydawanych przez dwa cylindry i ilości wibracji, nic właściwie się już nie dzieje. Po kilkudziesięciu kilometrach zrozumiałem, że przy wyprzedzaniu nie należy zbyt mocno redukować biegów. Auto lepiej przyspieszało w zakresie 2-3 tys. obrotów, niż powyżej 4 tys. Przy przyspieszaniu odżyły wspomnienia, silnik w pewnych zakresach wydaje z siebie dźwięki jak nasz legendarny 126p, co za każdym razem przywoływało sympatyczne wspomnienia. 85 koni mechanicznych to jednak znacznie więcej niż w naszym maluszku i prawie wystarczająco dużo aby w miarę spokojnie wyprzedzać tiry na drogach krajowych. Jednak należy pamiętać o sekwencji – redukcja, wyłączyć tryb Eco i gaz do dechy!

Przełaj po polnych błotnistych drogach to dla naszej bohaterki żaden problem.

Teren 

W odróżnieniu od poprzedników, nie przeprowadzałem testu brodzenia co widać w komorze silnika, tylko raczej zabrałem Pandę w kilka miejsc, gdzie „cywilne” auta mogłyby mieć spore problemy. Nie wydaję mi się, żeby Panda miała służyć jako auto przeprawowe, a bardziej jako pojazd rekreacyjny, a także świetne auto dla osób mieszkających za miastem lub planujących zakup wymarzonego domku w Karkonoszach. Panda dzielnie radziła sobie na błotnistych wiejskich drogach. Zwiększony prześwit pozwalał na pokonywanie przeszkód na których normalne auta by zawisły. Do dyspozycji mamy trzy tryby: Auto, Off-Road i Hill Descent Control – czyli po naszemu z górki na pazurki, ale z kontrolowaną prędkością. 

Jak widać Panda pomyślnie przeszła poprzednie testy i głębsza woda nie jest jej straszna.

W trybie Off-Road Panda sprałaby tyłki nie jednemu SUV’owi, bo przy niewielkiej masie w terenie radzi sobie bardzo dobrze. 

Przełącznik trybów jazdy. Fot. FIAT

Czy warto? 

Konkurencja raczej jest niewielka. Pewnie będzie się dobrze sprzedawać we Włoszech, gdzie w górach świetnie się sprawdzi. Dla osób poruszających się po nieutwardzonych podmiejskich drogach lub lubiących wędrówki po dzikiej okolicy, może być to dobry zakup. Tym bardziej, że jazda naszą Pandą przysparza wiele radości.

Jak widać na Suwalszczyźnie było więcej italofilów.

 Dane techniczne Panda III Cross 0.9 85 KM TwinAir z napędem 4×4

Silnik R2 turbo
Pojemność 875 cm3
Moc. maks. 85 KM
Prześwit 161 mm
Kąty natarcia/zejścia/ramp. 24/34/21 st
Wymiary (dł./szer./wys.) 3705/1662/1882 mm
Pojemność bagażnika 225/870 l
Przysp. 0-100 km/h 12,8 sec
Napęd manualna skrzynia biegów 6/4×4
Prędkość maks. 163 km/h
Średnie spalanie fabr. 4,9 l/100 km

 

 



Wojciech Wiciejowski

Trochę pisze, trochę czyta. Robi zdjęcia i rysuje. W wolnym czasie pluje na satelity. Ponoć karmi kaczki w parku. Nie znosi krupniku. Pali, ale się nie zaciąga.

Nie ma jeszcze komentarzy

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.