SHOT Show to coroczne targi strzeleckie oraz outdoorowe organizowane w Las Vegas (od 2010 roku, regularnie w mieście hazardu). Co ciekawe SHOT w nazwie imprezy to akronim od: Shooting, Hunting, Outdoor Trade, czyli: Targi Strzelectwa, Myślistwa oraz Outdooru.

 

Są najbardziej znaną imprezą tego typu na świecie (druga to niemiecka IWA) i to właśnie tam mają miejsce wszelkie premiery… Ale przecież o tym wszyscy już wiedzą. 😉

TacGear - Las Vegas by night
TacGear – Las Vegas by night

Czy wyjazd do słynnego Las Vegas kończy się na targach SHOT Show? Pewnie dla niektórych tak, ale wielu potraktuje go również jako ciekawą wycieczkę krajoznawczą.

Będę pisał o sobie i o swoich wrażeniach, ale jestem przekonany, że wielu z Was ma podobnie. Wizyta w LV była moją pierwszą wizytą w USA, więc podekscytowanie mi towarzyszące było tym większe.

TacGear - tłum na SHOT show
TacGear – tłum na SHOT show

O samych targach już trochę pisaliśmy na łamach TacGear i pewnie jeszcze napiszemy, teraz za to przybliżę nieco sam wyjazd i moje wrażenia z pobytu.

Początek jest stosunkowo prosty – samolot. Jednak, aby polecieć potrzebny jest paszport a ten oczywiście stracił ważność kilka tygodni temu. Szybka akcja – zdjęcie, złożenie wniosku i… stresik czy się wyrobię na czas. Na szczęście urzędy w Warszawie działają sprawnie i paszport dostałem w tydzień. Teraz wniosek wizowy. Z tym też nie było problemu – jeszcze tylko wizyta w ambasadzie i mamy to. 😉

Ambasada USA w Warszawie, Źródło: floryda.eu
Ambasada USA w Warszawie, Źródło: floryda.eu

W wniosku wizowym wpisałem oczywiście cel podróży, bo w przypadku ubiegania się o wizę do USA nie ma co ściemniać. Podczas wizyty w ambasadzie, bardzo miły pan przestrzegł mnie przed ubieganiem się o wizę na cele “dziennikarskie / prasowe”, ponieważ procedura jej uzyskania jest bardziej skomplikowana i nie jest łatwo ją uzyskać. W moim przypadku wystarczyła standardowa B1/B2. Tutaj też proces przebiegł ekspresowo i wizę odebrałem po czterech dniach od wizyty w ambasadzie.

Oczywiście trzeba nadmienić, że ostateczną decyzję podejmuje pracownik imigracyjny (tak naprawdę funkcjonariusz U.S. Immigration and Customs Enforcement)  na miejscu w USA, jednak nie powinno być z tym problemów.

Uzbrojony w dokumenty mogę przystąpić do rezerwacji samolotu i zakwaterowania. Te kwestie pozostawię każdemu do wyboru, można wybrać business class bezpośrednio i hotel w samym centrum Las Vegas blisko centrum targowego. Alternatywa to lot z przesiadkami w klasie ekonomicznej i domek/motel nieco dalej od centrum, ale za to ostaną się w kieszeni monety. 😉

TacGear - samolot
TacGear – samolot

W dniu przed lotem przychodzi lekkie podenerwowanie, czy wszystko zapakowałem? Czy nie zabraknie skarpetek? Czy mam przejściówkę do prądu? (tak to rzecz ważna, bo w US są inne gniazdka). Jednak najbardziej mnie zmroziło pytanie czy nie zabieram czegoś czego zabrać nie można? O broni i nożu nie wspomnę, ale pojedyncze naboje czasami walały się w torbach i plecakach, więc warto to sprawdzić kilka razy. Tak więc całkiem rozbrojony, ale w bojowym nastroju ruszam w nieznane. 🙂

Lot, w moim wypadku do Los Angeles z międzylądowaniem w Monachium, na dzień dobry zaczął się ciekawie, bo bagaż podręczny okazał się nieco za duży i został nadany do luków…. W tym momencie zaczął się lekki stresik czy go nie zgubią, ale na szczęście obyło się bez tego. Poza tym detalem cały lot mimo ponad 13 godzin przebiegł bardzo sprawnie. Po drodze można nadrobić zaległości w kinie bo repertuar w samolocie był bogaty i aktualny.

TacGear - powitanie
TacGear – powitanie

Zbliżając się do LA widać ogrom tego miasta, z daleka rozciąga się olbrzymia aglomeracja, której nie sposób ogarnąć wzrokiem (na liście 20 największych na świecie). Na miejscu mimo przytłaczającego ogromu człowiek jest prowadzony, jak po sznurku i bez najmniejszego problemu trafia do karuzeli po swój bagaż i do wyjścia. Tutaj jeszcze warto wspomnieć pracownika imigracyjnego, od którego zależy nasze być czy nie być w US. 🙂 Procedura jest banalnie prosta, zaczyna się do automatycznego kiosku, w którym odpowiadamy na kilka pytań oraz skanujemy paszport. Poza paszportem, skanowane są nasze odciski palców oraz robione jest nasze zdjęcie, nic się nie ukryje. Po tym stajemy w krótkiej kolejce do miłego pana, który nie wiedzieć co sprawdza. Zagląda w nasze dokumenty i po kilku sekundach z uśmiechem na twarzy życzy nam miłego pobytu. Na ten uśmiech na twarzy będę jeszcze zwracać uwagę, bo bardzo mi się to podobało u Amerykanów.

Po wylądowaniu czeka mnie podróż do Las Vegas – jakieś 4-5 godzin samochodem, ale to już detal.  😉

TacGear -międzystanowa
TacGear -międzystanowa

Kiedy zaspane oczy po podróży otwierają się w LA, dodam że mamy jakieś 9 godzin przesunięcia czasowego, pojawia się na twarzy uśmiech. Tutaj wszystko jest duże. 🙂 Duże miasto, duże samochody, duże korki, duże hamburgery ,duże steki no i równie duzi ludzie.

 

Żeby się nie rozpisywać zbędnie krótko o wrażeniach z pobytu i o tym co warto zobaczyć.

 

SAMOCHODY:

Dokładnie to czego się spodziewałem, czyli przeważają duże auta, ogrom pick-upów wszelkiej marki oraz SUV-ów. Poza tym, że mamy duże samochody to również duże drogi (w mieście 5 – 7 pasów w jednym kierunku), zdecydowanie szersze niż te do których przywykliśmy.

Samochody w większość wyposażone są w automatyczne skrzynie biegów oraz tempomaty. Ma to o tyle duże znaczenie, że policja mimo, że na pierwszy rzut oka niewidoczna, jest wszędzie. Natomiast limity prędkości nie są wysokie 55 – 65 mil na godzinę. Maksymalnie widziałem 70 mph i już na wstępie zostałem uprzedzony, żeby ich przestrzegać. Zdarzyło mi się delikatnie przekroczyć prędkość w drodze powrotnej z Las Vegas. Minął mnie z przeciwka szeryf i niemal jak na filmach momentalnie włączył sygnalizację świetlną i zawrócił w pościg za mną. Zatrzymałem się i czekałem na rozwój wypadków. Profesjonalizmu tego pana powinni się uczyć polscy policjanci. Po sprawdzeniu moich dokumentów zwrócił mi uwagę, że jechałem za szybko, że obowiązuje limit 55 mph i pouczył abym go przestrzegał – takie jest prawo. Trzeba przyznać, że miałem trochę szczęścia. 😉

 

JEDZENIE:

Można tutaj zjeść absolutnie wszystko. Od oczywistych hamburgerów po najbardziej wymyślne kuchnie orientalne. Lubię dobrze i dużo zjeść, więc byłem w raju, dobrze że nikt nie poszedł za przykładem z filmu Miś i nie waży obywateli przed wylotem i po powrocie. 😀

TacGear - Heart Attack double bypass
TacGear – Heart Attack double bypass

Najlepsze hamburgery jadłem w słynnej knajpie “heart attack”

Restauracja jest stylizowana na sale szpitalne i przy wejściu dostajemy fartuch. Zasady są następujące: zamawiasz jedzenie, ale jeżeli go nie zjesz to dostajesz od kelnerki 3 klapsy drewnianą deseczką. Myślałem, że to żart do czasu jak zobaczyłem pierwsze wymierzane razy.:) Dziewczyny nie oszczędzają nikogo. Wracając do jedzenia w karcie to dostajemy hamburgera o nazwie bajpas (który można zwielokrotnić). Jeden bajpas to ½ funta mięsa. Hamburgery są ogromne i naprawdę pyszne.

TacGear - american breakfast
TacGear – american breakfast

Z kwestii jedzeniowych nie sposób nie wspomnieć jeszcze o Denny’s ;), czyli mojej ulubionej śniadaniowni. Zawsze pełna i chyba czynna 24h – miejsce, w którym o każdej porze dnia i nocy można zjeść śniadanie, obiad albo kolację. Na śniadanie oczywiście “all american slam” czyli jajka, bekon, tosty,  ziemniaczki a na deser pancake z syropem klonowym. Po takim śniadaniu masz siłę biegać po targach do wieczora.

TacGear - kanapeczka na drugie śniadanie
TacGear – kanapeczka na drugie śniadanie

KASYNA:

Jest jak na filmach. Są przeogromne i na każdym rogu i tętnią życiem. Część gości tych przybytków zła to turyści, którzy wpadli się zabawić na chwilę a część to wytrawni gracze, którzy spędzają przy stole długie godziny. Nie byłbym sobą gdybym nie spróbował. Żeby nie popaść w wir hazardu zagrałem tylko na automatach i z całkiem niezłym wynikiem – 10$ na plusie i na tym zakończyłem. 🙂

TacGear - kasyno
TacGear – kasyno

PLAŻA:

TacGear - słoneczny patrol ;)
TacGear – słoneczny patrol 😉

Będąc tak blisko oceanu zdecydowałem się na małą wycieczkę do Santa Monica i spacer po plaży. Znane ze Słonecznego Patrolu budki ratowników na prawdę są na plaży a samochody poza kolorem nie różnią się niczym od tych z serialu. Było też coś dla fanów filmu Forest Gump – Restauracja Bubba Gump Shrimp.

TacGear - Bubba Gamp Shrimp
TacGear – Bubba Gamp Shrimp

 

ZWIEDZANIE:

Poza wymienionymi miejscami dodam jeszcze co udało mi się zobaczyć i co polecam.

W samym Las Vegas warto przejść się do starego downtown, gdzie wszystko świeci neonami a kowboj z neonu krzyczy “Howdy”.

TacGear - Las Vegas by night
TacGear – Las Vegas by night

Tama Hoovera – przeogromna budowla i niesamowite miejsce. Istotne strategicznie, stąd uzbrojeni w broń długą strażnicy nie powinni dziwić. A żeby zobaczyć wnętrze trzeba się poddać drobiazgowej kontroli wykrywaczem metalu.

TacGear - tama Hoovera
TacGear – tama Hoovera

Wielki kanion – wycieczka wymaga kilku godzin jazdy od samego LV, ale jest warto. Brak mi słów a zdjęcie tego nie oddają, jak wielki jest Wielki Kanion. Mega wielki! Dodatkowo przejście się po “skywalk”, czyli przeszklonym tarasie zawieszonym 350 m nad kanionem robi ogromne wrażenie. Co ciekawe krawędzie kanionu nie są oddgrodzone, strażnicy (w większości Indianie) przestrzegają tylko, aby się nie zbliżać. Jeden z nich pokazał mi kształt góry podobnej do orła, ponoć orzeł ten ma czuwać nad bezpieczeństwem wszystkich.  

TacGear - wielki kanion
TacGear – wielki kanion

Sequoia park – w okolicy LV (o ile można tak nazwać kilkuset kilometrową przejażdżkę) znajdują się największe drzewa świata. Wyglądają imponująco a przy największym “General Sherman” jesteśmy naprawdę maleńcy.

 

Griffith Observatory – dopiero z wysokości widać jakie to miasto jest ogromne. Panorama miasta rozpościera się gdzie okiem sięgnąć. Dodatkowo kolorytu nadaje znany z telewizji napis HOLYWOOD znajdujący się nieopodal.

TacGear – hollywood

LUDZIE:

W tym temacie to albo ja miałem ogromne szczęście albo po prostu większość Amerykanów jest uśmiechnięta, zadowolona z życia i bardzo pomocna. Trzeba przyznać, że jest to tygiel kulturowy a w okolicach LA/LV z większym odsetkiem Meksykanów. Jednak mimo wszystko każda napotkana osoba była wobec mnie miła i pomocna. Wracając w nocy do hotelu nie napotkałem wrogości a imprezy tam są obfite.

 

PODSUMOWUJĄC

Wycieczka do USA na targi SHOT Show to niesamowita przygoda i każdemu ją polecam. Jednak te kilka dni, które spędziłem w Stanach to zdecydowanie za mało. Jeżeli mogę coś doradzić to warto wziąć sobie kilka dni więcej niż na same targi i pozwiedzać. W końcu kto wie kiedy kolejny raz będzie okazja odwiedzić te okolice?

Piotr Walerysiak
Piotr Walerysiak

Strzela od kołyski, bije po mordach, jeśli się komuś należy. Od lat pisze o zabawkach dla dorosłych chłopców. Ponoć na strzelnicę ubiera wełniane reformy. Zabiłby kciukiem... muchę.

Nie ma jeszcze komentarzy

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Google Play